Legalny doping: komora hiperbaryczna

Ta metoda dopingu nigdy nie zostanie zakazana, bo niby jak zdelegalizować tlen. Testujemy terapię w komorze hiperbarycznej. Zobacz, jak bez wysiłku poprawić osiągi. 

"Terapia tlenem ma na zdrowy organizm działanie wielokierunkowe – mówi dr Anna Kostiukow z Uniwerystetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. – Przede wszystkim leczy wszelkie stany zapalne, a te, jak wiadomo, wywołuje również intensywny trening. Oznacza to szybszą regenerację". Zamiast wchodzić jednak do komory od razu po zakończonej sesji, lepiej korzystać z niej po intensywnym sezonie albo w trakcie powrotu do formy po kontuzji. "Różne partie ciała są po prostu niedotlenione. Dzięki podwyższonemu ciśnieniu tlen może dotrzeć do miejsc, do których normalnie nie miałby szans – tłumaczy dr Kostiukow. I zaraz dodaje: – Hiperbaria działa na poziomie komórkowym, pozytywnie wpływając na mitochondria odpowiedzialne za produkcję energii. Powoduje również powstawanie nowych mitochondriów, dlatego po mniej więcej połowie kuracji można dostrzec już efekty większej ilości sił".

Do komory trafiłem po kolejnej kontuzji. Rana cięta dłoni goiła się długo i jestem pewien, że zabiegi w komorze ten proces przyspieszyły. Gdy tylko wróciłem do treningów boksu, nie potrafiłem dostrzec szczególnej różnicy. Uspokajano mnie, że pierwsze efekty zauważę dopiero w połowie trwania terapii i faktycznie: poczułem, że jestem podczas sparingu w stanie włączyć kolejny bieg w momencie, w którym normalnie z niecierpliwością wyczekiwałem gongu. Z pewnym zdziwieniem odkryłem, że jestem w stanie trenować dłużej i w większej intensywności, mniej przy okazji się męcząc, a po sesji szybciej dochodząc do siebie. Po zakończeniu terapii taki pozytywny efekt jeszcze się wzmógł.

 

Po 2 miesiącach spędzonych w komorze trochę trudno jest w to uwierzyć moim sparingpartnerom, ponowny test na VO2max również sugeruje co innego. Właśnie dlatego werdykt może być jeden – terapia tlenem działa i wydaje się być dobrym sposobem na regenerację po sezonie albo sygnałem dla organizmu, że zbliża się kolejny.

Piotr Makowski, MEN'S HEALTH 01/2016